Zaczęło się to dwa miesiące przed końcem I klasy gimnazjum. Klasa zaczęła się ze mnie wyśmiewać. A to dlatego, że nie miałam znajomych w tej klasie.I właśnie wtedy coś we mnie pękło i przestałam chodzić do szkoły. Wpierw wmawiałam rodzicom, że się źle czuję. Jeden dzień zrozumieli ale gdy drugi dzień nie chciałam iść do szkoły zrozumieli, że coś jest na tak. W końcu im powiedziałam co mi leży na sercu i rodzice zaprowadzili mnie do psychologa szkolnego. I od tego czasu codziennie z rana chodziłam do pedagog a po południu do psycholog. Siedziałam tam w czasie lekcji bo nie chcieli abym całkiem się odsunęła od ludzi. W tym czasie klasa miała lekcję i pani brała zawsze jedną osobę brała od niej zeszyty i robiła kserówki. Potem je w domu przepisywałam. Trwało to do prawie do końca roku szkolnego. Tydzień przed końcem poszłam do szkoły. Wszyscy w końcu byli zadowoleni, że się pojawiłam w szkole. Wytrzymałam do końca i wtedy były już wakacje. Myślałam, że już moje problemy się skończyły. Ale gdy nadszedł początek II klasy znowu się zaczęło. Pamiętam, że nie chciałam iść na apel. W końcu ciocia mnie namówiła. Już nawet nie pamiętam ile wytrzymałam. Prawie nic nie pamiętam z tamtego okresu. Byłam na psychotropach. Chodziłam do psychologa i psychiatry. Tylko, że nie chodziłam już do pedagoga i psychologa szkolnego. Gdy zostałam z domu przez cały dzień nie wychodziłam. W końcu psychiatra wypisała mi skierowanie do szpitala. Podejrzewali fobię społeczną lub szkolną. Ale do tego potrzebna była obserwacja. Było o też dobre bo była tam szkoła więc nadrabiałam materiał. Pierwszy dzień był dla mnie bardzo trudny. Płakałam cały czas. Gdy tata przyjechał mnie odwiedzić uczepiłam się go i powiedziałam żeby mnie tutaj nie zostawiał. Trzymali mnie tam dwa miesiące. Z każdym dniem było mi tam coraz lepiej. Przyzwyczaiłam się do tamtejszych ludzi. Byłam jedną z najbardziej lubianych osób. Pamiętam jak każdy zawsze szybko biegł do telefonu gdy zadzwonił. Gdy ja do nich dzwoniłam gdy już wyszłam zawsze prawie się pozabijali przy tym telefonie. Bo każdy chciał zamienić ze mną słówko. W końcu nie miałam już tam po co dzwonić bo nikt ze znajomych tam nie został. Gdy jeszcze była w szpitalu lekarz wypuścił mnie dwa razy do szkoły. Chciał sprawdzić jak sobie tam poradzę. Okazało się że w czasie gdy mnie nie było doszła do naszej klasy nowa koleżanka. Nie miała jeszcze znajomych w tej klasie. Gdy tylko ją zobaczyłam jak wchodzi na lekcję i zobaczyłam, że chce usiąść sama zawołałam ją do mnie. Do dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Ale wtedy by się nikt tego nie spodziewał. Wyszłam ze szpitala 21 grudnia. Lekarz stwierdził zaburzenia zachowania i emocji. Dzień przed wigilią klasową. Bardzo się starałam aby mnie do tego czasu wypuszczono. Wszystko było dobrze do czasu gdy Nadia (koleżanka) nie złamała nogi. Przez miesiąc była uziemiona w domu. A ja nie chciałam bez niej chodzić do szkoły. Więc siedziałam w tym czasie razem z nią w domu. Gdy już wróciła bez problemu chodziłam do szkoły do końca roku. Obecnie w III klasie wszystko jest dobrze. Czasami zdarza mi się parę dni gdy nie idę do szkoły. Ale w końcu wracam.
Ale jest też dzisiejszy dzień. Dzień, w którym znowu nie chcę iść do szkoły. Mam znowu ciężkie dni. Wystarczyło, że pani od polskiego się powydzierała trochę na klasę w tym głownie na mnie. I znowu boję się iść. Boję się iść bo nie chcę aby to znowu się powtórzyło. Zauważyłam, że zawsze gdy mam problem uciekam od niego. A teraz powinnam jak najwięcej chodzić do szkoły. już we wtorek egzaminy gimnazjalne... Ale będę sama ze sobą walczyła. Tak długo, aż mi przejdzie aż znowu wyjdę do szkoły. Przynajmniej postaram się...
Bardzo mnie to poruszyło i współczuje z powodu choroby . Napisałam ci już wczoraj taki fajny komentarz nad którym siedziałam chyba z 20 min. bo chciałam żeby było wszystko idealne , niestety laptop mi nagle padł i wszystko się wykasowało .Jesteś wyjątkowa i życzę ci żebyś w końcu pokonała swoją chorobę do końca oraz żebyś spełniała swoje marzenia ;))
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa ;)
OdpowiedzUsuń